Profesorek z tupetem.

Czy jest zdrowy na umyśle niegdysiejszy kat dzieci nienarodzonych, który teraz udając świętego, żąda kar za zabójstwo. Może podciągnąć profesorka pod zbrodnie przeciw ludzkości i zamknąć mu usta…gdybym ja miała taki tupet…. Nawrócił się ? Ja też ale czy żądam zamknięcia burdeli ? Siedzę cicho…no prawie.

Piękne.

Obrazy oglądałam a potem stroje. Ileż to pięknych rzeczy człowiek stworzył i wciąż nowe powstają. Piękne to bardzo . Nie trafiłam na żaden obiekt który by ze strony paskudztwa przybył i pewnie dlatego mi się wszystko podobało.

Śmierć za śmierć.

Lekarz, dokonujący aborcji, nie różni się niczym od esesmana strzelającego ciężarnej w brzuch czy ukraińca , który rozrąbywał kobietę w stanie błogosławionym, siekierą na części.Powinen stanąć przed plutonem i zostać rozstrzelany. Okoliczności łagodzące ? Tak jak gdzie indziej. Niepoczytalność. Jak pedofile winni być podawani do publicznej wiadomości bym nigdy , chora do takiego nie trafiła.

Kobiety kobietom.

Bajkę widziałam, na wolnym  graną powietrzu. „Kobiety kobietom” tytuł był tej bajki i brak w nim zakończenia. Zakończenie mają zagrać widzowie…może” samospalenie”, bo samozaoranie trudnym do pokazania.

Wzór.

W ludziach w balonach zamkniętych, ponad  głowami tłumu latających, wzoru nie szukaj. Szukaj wśród tych zgarbionych lecz spróbuj sama się wyprostować i innym w tym pomóc.

Portrety.

 

Wszystkie portrety spadły z mojej ściany. Żaden się nie ostał chociaż jednemu udało się nie spaść całkiem. Trochę wisi, trochę leży i nie jestem pewna czy przez fakt ,że poddaje się manipulacji czy ze względu na jego zasługi. Nowe…nowych nie zawieszam z ostrożności wielkiej bo gdy spadają, szkła jest dużo i bałaganu i hałas , bywa że nocą przychodzi.

Moją wina ?

Gdybym nie została dziwką nie wpadła bym w łapy mojego alfonsa i nie trzeba było by go zabić bym odzyskała wolność. Do dziś jego śmierć była dla mnie wyzwoleniem ale dziś dostrzegłam swoją winę w tym zabójstwie. Uzasadnionym, z mojego punktu widzenia ale…Ktoś wziął na siebie tę śmierć ale czy mimo tego ona nie jest moim grzechem ?…

Sroka.

   Sroka wydziobuje coś ze zmurszałego pnia. Nie wiem co jej tak smakuje. Nie wiem czy robi to ze smakiem czy może z konieczności. Nie wchodzę do jej świata z chęcią poznania go i znalezienia odpowiedzi na moje , sobie zadane pytanie. Z podwórza. stoję w oknie więc widzę, krzyczy ktoś do mnie. Krzyczy gestykulując. Słyszę słowa. Rozumiem ich treść. Poprawiam włosy. Usta mam ładnie umalowane co widać w odbiciu szyby. On, ów ktoś wciąż krzyczy i wciąż gestykuluje. Otworzyłam okno…- przestań proszę krzyczeć. Wystraszyłeś srokę i  teraz nie dowiem się jaka jest odpowiedź na moje, względem niej pytanie. Zamknęłam okno a on krzyczy nadal. Nie wiem czy powinnam przekazywać dalej co krzyczy. Zrobię to na własną odpowiedzialność. :”-uciekaj, dom zaraz się zawali”. Przyleciały dwa wróble ale nie zagościły dłużej bo on tak przeraźliwie krzyczał. Odeszłam od okna. Za mną kominek i ogień w nim płonący. Usiadłam . Lubię jak jest ciepło.

Nie kalkuluj.

…drobiazg… Drobiazgiem jestem i co zastanawiające, owa moja wielkość nie zależy ni od kilogramów jakie wyciskam sobą na wadze, ni objętości cieczy jaką wypieram kładąc się do wanny pełnej wody. Drobiazgiem niewielkim gdy stawiam siebie w konfrontacji z chwilą w której niczego przedsięwziąć nie będę już mogła. Patrzę na siebie oczyma sędziego i staram się dostrzec okoliczności łagodzące. Jedynie je próbuje wyłuskać ze swej postaci oklejonej od dnia urodzenia do czasu osądzenia, żółtymi kartkami z rzeczy zamierzonych i białymi, rzeczy zrobionych. – Czy uważa pani że fakt posiadania postanowień , ich ilość, może mieć wpływ na wyrok ?… pytam sama siebie i chociaż usilnie i mocno chwytam się tej myśli to wiem ze stuprocentową pewnością iż tej liny nie ma. Ona nie istnieje. Nie uratują mnie postanowienia .- Panie sędzio, mówię patrząc w lustro, -panie sędzio, ja bardzo grzecznie proszę by nie oddalał pan wniosków dowodowych w postaci żółtych karteczek tylko przez fakt ich niezrealizowania.- Proszę spróbować dostrzec, że mimo braku realizacji, postanowienia miały pewien wpływ na moje działania. – Ja rozumiem, ja wiem ,że moje działania nie mogą być niczym usprawiedliwione i nie ulega kwestii ,że były niegodziwe ale… i nim wypowiedziałam owo :”ale”, miałam nadzieję, w moim zakłamaniu, że się uda a po użyciu owego , bezsilna usiadłam na ławce i nawet nie miałam ochoty patrzeć i słyszeć co zostanie powiedziane co zostanie zrobione. Gotowa na najgorsze. Gotowa chociaż nie pojmująca w najmniejszym stopniu tego co owo, : ” najgorsze „ znaczyć może i znaczy. Czekałam a stała się wielka cisza i wielki spokój mimo przed chwilowego zamieszania. Mimo przed chwilowego szumu, tumultu. Nadziei noszonej w coraz to mniejszych filiżankach. W końcu ktoś powiedział – wstać proszę… a ja nie wstałam . Straciłam przytomność po czym widziałam nad sobą sędziego w białej todze , który z uśmiechem powiedział. – Wszystkie chwyty dozwolone ale nie kalkuluj.