Ada.

Jesteś potrzebna. Potrzebna nie jesteś. Jesteś potrzebna, potrzebna nie jesteś. Jesteś potrzebna, potrzebna nie jesteś. Czekam na odpowiedź aż w końcu zmęczona, zdegustowana, odchodzę . Pojawiają się gromkie brawa i okrzyki aplauzu. Siadam. Siadam na chodniku z nogami na ulicy. Nie boję się. Za mną ktoś gra na skrzypcach przy akompaniamencie lekko rozstrojonego pianina. Odwracam się do nich . Oni do mnie. – Ada?,              -   wiedziałaś że jesteś potrzebna ?.   Boogie –woogie , mam w głowie ale słyszę coś całkiem innego . Znam ale nie umiem powiedzieć tak byś Ty wiedziała. Chwila przerwy, przysiadasz się do mnie i obejmujesz. Jakie to niezwykle banalne spotkanie. Jakie niezwykłe a banalne. –tęskniłam… wiesz?. Wiem, odpowiedziała, dlatego jestem. – ludzie chcą bym robiła co ono chcą i była jaką oni chcę mnie widzieć-wiesz ?, wiedziałaś o tym ?…tak…ale nie martw się masz dość miejsc w których możesz usiąść i ten kto się przysiądzie nie zapyta, i mówić nie będzie… Ada… -dlaczego nie oczekujesz ode mnie, nie wymagasz, nie szukasz czegoś co Twoim zdaniem powinnam mieć? … pocałowała mnie w policzek a potem pocałowała moją dłoń i polizała. Śmiałyśmy się długo, długo, długo aż słońce zaświeciło nam w oczy ,które zamknęłyśmy i zasnęłyśmy wtulone w siebie.

Ekshibicjonizm w celach diagnostycznych.

 

  Mieszanka wielosmakowa, wczorajsza, już przeterminowana , zamieniła się dziś w mieszankę nastrojową. Zaczęłam bardzo spokojnie, kąpielą ze świecami, kadzidłami i otwartym oknem za którym piękny majowy deszcz i towarzystwo ptasie, troszkę zainteresowane, wszak wiem jak wyglądam, a troszkę zawstydzone, wszak widziałam jak one w tym deszczu wyglądały. Potem, msza radiowa w której trochę byłam, trochę nie byłam a następnie, nie wiedzieć dlaczego rano potrzeba pośpiewania i pieśni maryjne, wszak to maj i nawet całą litanię z jakimś ciekawie interpretującym chórem wyśpiewałam sobie a może nie tylko sobie. Oby. Południe przyniosło obiad. Smaków nie wspomnę wszak nadmierne obnażenie nie jest najtaktowniejszym. Z pełnym brzuchem jak gdyby balonem włączyłam Szukalskiego…jazzik i Jazz Jamboree  Miles Davis. To dopiero połowa dnia. Patrzę tak na siebie w lustrze z zaciekawieniem…hm…czy to już objawy kliniczne czy spokojnie mogę oczekiwać bardziej fascynującej diagnozy . Deszcz pada nadal i nadal jestem zdecydowanie ciekawszym obiektem wizualnym od ptaków na gałązce za oknem, otwartym wciąż.

Apokalipsa…

…stwierdził mały chłopczyk , któremu cukierek upadł z buzi na ziemie i piachem został oblepiony……  Zaciekawił mnie ów młody człowiek i sprowokował do zadania sobie pytania: -jak on i my wokół nazwiemy apokalipsę, gdy przyjdzie?

Nie uważałaś ?

Dziś ja pod wpływem „gotyckiego rocka”, jazzu nowoczesnego , ogórków w occie, czekolady z migdałami, kapusty kiszonej i słodkich batoników czekoladowych a jest przedpołudnie. Patrzą na mnie dziwnie. Ogrodnik  patrzy na mnie. Moja patrzy na ogrodnika i na mnie. Ja patrzę na moją , potem na ogrodnika . Ogrodnik taksuje mnie , moją, spojrzeniem badawczym i niedowierzającym. Razem wspólnie wybuchamy śmiechem ale pytanie pozostaje. Skąd te skrajne smaki w mojej diecie.  -  Nie uważałaś ?…zapytałam z wyrzutem ale i nadzieją.

Najważniejsze jest szczęście ?…

 

…o nie. Nie jest szczęście najważniejszym. Najważniejsza jest miłość . By kochać. By kochać bezwarunkowo się nauczyć i rozpalić to w sobie i dbać by nie zgasło. Najważniejszym jest kochać, nawet … bez wzajemności a może szczególnie wtedy….

Góreckim uwiedziona ?…

…niemożliwe, bym rzekła wczoraj i przed wczoraj bo muzyki tego pana organicznie nie trawię a dziś…wyjątkowy nastał dzień i maestro za pulpitem stanął a ja z panem ogrodnikiem w tańcu się zapomniałam na ogromnym zielonym parkiecie boso, muskana zagubionymi kroplami rosy po stopach. Nie lubię nadal muzyki pana Góreckiego ale gdy w swoje opracowanie bierze je maestro Maksymiuk, oddaję mu się z zamkniętymi oczyma. Cała . Pan ogrodnik nie mniej pięknie jak z roślinami  ze mną okazał się tworzyć pejzaże przepiękne.

Maestro Maksymiuk,

, na błękitnym niebie narysował pięciolinię i z sobie wyjątkowym namaszczeniem, wypełnił ją dźwiękami Paderewskiego w takim nadmiarze że zdało się iż płynę, karmię się i lecę niesiona niczym balonem nad cudownym światem. Cudownym stworzeniem.Gdyby nie te dźwięki, z wysokości nieba na kamienną drogę wiodącą do ciemnego lasu bym spadła a truchło moje głodni by roznieśli po żołądkach wielu. Boże, w takim towarzystwie ze Stwórcą i stworzeniem dzień otwierać , księgę ogromna a lekką , jestem wdzięczności Ci pełna nieopisanej jak zachwyt mój nad tym wszystkim nieskończony jest i niczym nie zatrzymywany. Maestro Maksymiuk …czy zrobił coś nowego…zda się ,że tylko raz kolejny odtworzył kroplami na pięciolinii pisane piękno ale nie, on zrobił coś jeszcze . Pozwolił krople na wargi wziąć, językiem oblizać i smakować , smakować, smakować jak moje.

A no warto.

-  A wy tak we dwie jak chłop z babo o jednej lodówce żyjecie?

-Tak, o jednej lodówce żyjemy. Odpowiedziałam.

-A która z was drzewo rąbie. ?

-Ja , odpowiedziała Ania.

-Ktoś musi umieć rąbać bo jak zimno to bez drew niedobrze.

-Nie dobrze

-Pijecie samogon? Jak zimno to i rozgrzeje.

-Jak kto poczęstuje a zrobić potrafi bo to czasem sie napiją. Czasem można niedobrego uwarzyć.

-U nas dobry robią jak robią. Najczęściej nie robio bo czasu nie Majo

-A czemu wy baby tak bez chłopa a ze sobo ?

-A bo nam się te chłopy przejadły i niestrawne są

-A to wiem jak to jest jak to się jest przejeść. Się też kiedyś przejadłem ale zupą jakąś. Dobra była a zepsuta jakaś i jadłem dużo bo i dobra ale ,że zepsuta to mnie żołądek rozbolał i aż moja mi kropli dawała. Tak, jak się człowiek przeje i niestrawności dostanie to potem zupy nie chce .

-Święte słowa pan powiedziałeś.

-Tak czasem mi się powie a że po świętemu to nawet nie wiedziałem ,że umiem.

-Umie Pan

-To ja powiem naszym ,że wy przejedzone chłopami jesteście i żeby dały wam spokój

-A to trzeba im mówić ?

-A powiedzieć nie zawadzi bo one to jak popiją to w nich taka tęsknota wzbiera ,że nie umiom z niom rady dać.

-A to może i warto powiedzieć.

-A no warto.

Jaskółka.

Otwarte drzwi, za nimi pomieszczenie. Duże ciepłe, czyste. Drzwi otwarte na chwile i przez niedopatrzenie niezamknięte. Jaskółki nie czekając , zaczęły budować dom, szybko sprawnie we dwie bo czasu coraz mniej .Wokół drewnianego żyrandola oplatając swój dom.   Teraz przyleciały przed moje okno i mówią dzień dobry jak gdyby wynajęły lokal za obopólną zgodą. Pozwolę im zostać, mieszkać, mieć potomstwo i je wychować a potem odprowadzę je odlatujące w swoje przeznaczenie. Czasem próbowałam , tak komuś, tak przez niedopatrzenie, tak przez moment nieuwagi , zostawione wziąć miejsce dla siebie. Tak znienacka bo nikt nie widział, nikogo nie było nikt nie słyszał wzięłam za rękę, położyłam na twarzy ,później na piersi .później już nie patrzyłam co dzieje się dalej. Za zamkniętymi powiekami przewijał się film. Radość, miłość ,szczęście, przyszłość i wtedy ktoś wracał, zatrzaskiwał drzwi. Ja lądowałam na zimnym bruku. Ona była poza zasięgiem. Jakieś krzyk, jakieś pretensje a potem przez zmarznięte palce nie czułam nic. Nie wolno tak wyrzucać na bruk , nie wolno tak bo jaskółki choć malutkie, mają swój świat, swoją nieskończoność i swoje marzenia.

Kocham świat…

 

…i wszystkich kocham ludzi i ptaki kocham i zwierzęta i robaczki, których się brzydzę i bakterie , których nie widzę i pana kocham, który mnie nie kocha i panią która na mój widok ma focha              i tego, który ze mną biegł i tego ,który mną szedł i tego z którym dziś siedziałam od rana i trzymałam go za ręce i uśmiechałam się i te ręce całowałam. Dlaczego ?…Kobiety wiedzą . Panowie się domyślają a dzieci, maja czas by się dowiedzieć.