Cisza.

     Wody w wannie nalałam do pełna. Sobie , Tobie, komuś kto przyjdzie ale jeszcze czeka pod drzwiami. … . Mam wiedzieć ?, dlaczego mam wiedzieć, przelewając ciepłą, bez piany kubkiem z jednej strony na drugą. Przelać się staram na jedna stronę by było więcej, bym mogła na górce stanąć i może trochę z podwyższenia spojrzeć ale jak zrobić z wody podwyższenie. Jak wodę usypać niczym piasek. Wodę trzeba wzburzyć , wodę trzeba doprowadzić do szaleństwa a wtedy pozwoli stanąć na fali popatrzeć w dół. Pozwoli , razem z wielka falą spaść z wysokości  i zniknąć w odmętach, tej samej wody którą przed chwila kubkiem przelewałam. Nie będę mówiła ale Ty to wiesz ,że nie będę. Jedyną nicią porozumienia zostanie nam dotyk. Mamy całe nasze ciała do zapisania. Spróbujmy, póki jeszcze pióro może sunąc bo gładkim papierze.

 

Do zewnątrz.

Uwielbiam, to nie oddaje prawdy jednak innego słowa w tej chwili nie znam wiec uwielbiam naga z Tobą w przytuleniu być poza czasem, poza miejscem , poza postrzeganiem racjonalnym najmniejszym. Nawet komar nie bolał a patrzyłam jak nadleciał, jak usiadł , jak misternie się wkłuł w moją , jakże delikatną skórę, jak nachlał się obrzydliwie puchnąc i czerwienią się mojej krwi napełniając a potem ledwo sił, odleciał . – Kochana, przyznamy się przed światem ?. – Nie?… Dobrze. Nie będę próbowała wbrew tobie zrobić niczego no może poza kanapką z dżemem ale tylko sobie bo wiem ,że Ty nie lubisz. Jak tak leżymy sobie a Twoje palce wodzą delikatnie po mojej skórze w poszukiwaniu nieznajdowalnego, wydaje mi się, napływają mi do głowy myśli, że nasze razem , nasze teraz, nie może ograniczać się tylko do dawania sobie siebie i zapełniania w sobie dziur po nieobecnościach i wyszarpaniach jakie goimy po związkach nieudanych. Boje się, bardzo się boję ,że wcześniej nasze razem się nie udało bo byłyśmy tylko dla siebie. Zamknięte, egoistyczne, sobą wzajem się karmiące a istotą życia nie jest czerpanie a istotą jest by oddać i czym więcej uda nam się oddać tym nasze ja staje się być czyste, piękne, warte pokazania, przedstawienia.- Czy mam na myśli pokazanie wszystkim że jesteśmy razem. – Nie , to nasza prywatna sprawa i chociaż taić jej nie ma sensu to jednak chełpić się też nie wypada. Prawdą jest niegodziwość , nietwórczość naszych ciał zespolenia  co dwojgu owocem nadaje blasku jakiego nie są w stanie , niekiedy nigdy sobie uświadomić. Prawdą jest nasze w owej niegodziwości pozostawanie bez poczucia winy najmniejszego jednak byśmy siebie nie malowały na portrecie tym właśnie, dać siebie dla innych, dla obcych, niechętnych, niedobrych, brzydkich , ładnych… Jak ja temu komarowi się oddałam… jak Ty mi się oddajesz. Budować do zewnątrz a nie do wewnątrz. 

Cisza.

 

Z głową na kolanach Starszego Pana i Tobą, tulącą się, by mnie ptaki nie rozkradły, okrywającą sobą. Bez słów. Tylko przenikanie .

Zamyśliłam się, masując pierś która domagała się wolności, zamyślałam się coraz bardziej. Coraz mocniej wpatrując się w zieleń ,jutro chcąc przeniknąć przez liście zagradzające drogę do błękitu , jak przez pieczęcie, pod którymi jutro jest jawnym. Druga pierś zazdrosna, obrażona ale miałam to serdecznie gdzieś. Wiecznie cos i ktoś miał ostatnio do mnie jakieś ale a ja tego mam prawo mieć dość i dość mam. Od zapatrzenia tego ,obraz zamglony , rozmazany, rozmyty jak odczucia wpierwej ostre, mocne, odrobinę wulgarne. Gdybym miała włosy, pewnie bym oplotła nimi dłonie i ciągnęła mocno aż zaczął by się ból ale nie mam włosów bo włosy na szali postawiłam . Czytałam o kochaniu i tęskno mi się za kochaniem zrobiło, tym zawsze pierwszym ,zawsze nowym i zawsze zawstydzoną gdy pierś zechce na nią patrzeć. Patrzę coraz mocniej w te nadziejne zielenie a obraz mi się rozmywa zamiast ostre rysy i ostre malować kontury.

Chcę być oszukiwana.

 Dostrzegłaś mnie patrzącą. Dostrzegłaś przez gałązki, które nieporadnie mnie skrywały. Nieporadne gałązki, spływające po ciele wolniutko, delikatnie, cicho niczym krople żelu pod prysznic o konsystencji delikatnej śmietanki .Nie w tym rzecz , powiadasz, patrzysz na mnie bo już cała zasłona spadła i co teraz ? Co teraz będzie ze mną odartą z nadziei na rzeźbę, która więcej niźli jeden dzień stała będzie pośród lasu bałaganu w którym ukryta. Usiadłaś blisko. Bez zapowiedzi najmniejszej , której oczekiwałam, na którą przygotowana byłam. Usiadłaś i z ciekawością patrząc mi w oczy otworzyłaś ramiona a po nagle słońcu pokazanym udzie spłynęła ta sama kropla a to już nie był mój wymysł. Zamknęłam oczy zapisując twój uśmiech . Zamknęłam twój obraz na wypadek gdyby stało się cos złego czego zawsze się boje przy spotkaniu. Tyle już było tych spotkań po których tylko poszarpane obrazy zostały za moimi powiekami i nawet instrukcji z opisem jak obraz poskładać jak obraz uratować jak zwrócić coś co okazało się nie takie jak oczekiwałam. Odwróciłam się. Objęłaś mnie bym nie odeszła. Objęłaś bym została. Objęłaś ale bałam się że wszyscy wokół patrzą. Bałam się że wszyscy spojrzeniami dotykają. Bałam się bo ktoś wcześniejszą chwilę bezczelnie wziął i oddał na sprzedaż. Strach jest nawet pod twoimi dłońmi a na mojej skórze. Na moim ciele, przestraszonym a proszącym o ciebie.

Zachwycaj

Szeptanymi słowy, chcę być oszukiwana przez ciebie.

Pozwolisz bym sie w Tobie zadurzyła a kiedyś może zakochała ?

Przez gałązki, gałęzie i pomiędzy pniami drzew się Tobie przyglądałam jak zasypiałaś, jak zasypiałaś wpierwej wysoko się unosząc. Ciało duszą uskrzydloną wznosząc do nieba ,wysoko gdzie z każdym oglądanym płatkiem ,zapachu wypełniającego pokój, pełniejszą , piękniejszą, doskonalszą . Się chciało, się chciało dołączyć, się chciało złapać za rękę na wilgotnej skórze ześlizgnąć się i dzielić, się dokonujące ,ale czas dopiero odpowie na pragnienie, czas dopiero za chwilę będzie ze mną szczery. Pozwolisz bym się w Tobie zadurzyła a kiedyś może zakochała ?

Czekałam na Ciebie.

Napomniana ,napomniana nie zechciałam się dostosować, ukorzyć, przyznać do błędu bo błędem nie jestem. Biały ptak usiadł na krawędzi mojego bezpieczeństwa i zarzucił mi nieobyczajność. Mi zarzucił nieobyczajność ptak który  bez najmniejszego skrępowania wlatuje w patrzenia wielu i sobą wypełnia co widzą i sobą nasącza pamiętanie widzenia. Chciał okryć mnie skrzydłem lecz zabroniłam. Chciał schować mnie pod drugim ale stanowczo krzyknęłam :” nie !!!”. Wtedy czarny ptak wrócił do roli jaką mi obiecał. Czarny ptak wrócił rolą do której się zobowiązał odchodząc. Jedyny ptak jak odchodził ode mnie zostając a nie odlatywał jak czynią to inne. Stałam w połowie ścieżki gęstego lasu a on oddalał się powoli, powoli, jak szept którego słowa przestajemy rozumieć. Rozpostarł skrzydła rąk i odleciał  a ja rozpostarła bym wszystko by polecieć za nim ale wtedy, jedyne co potrafiłam to rozpościerać skrzydła nóg. Wiele musiałam się nauczyć by polecieć za nim. Dziś to umiem, co powinnam i dzięki temu wiem ,że nigdzie uciekanie będę. Patrzysz… nie patrz na mnie tak pożądliwym wzrokiem bo wypalasz mnie od środka i tam gdzie ma być bezmiar płatków dotknienia są tylko zapachy wczorajszych szeptów ustami nawilżone

Obrazy

Z tarasu  przy miejscu z którego wyszłam, sala duża, jasna z oknami wieloma a na podłodze poduszki, może dywaniki, może inne coś a na tym mnichów dwudziestu sześciu w stronę jedną zwróconych i w stronie tej widzących sens jakiś lub może konieczność . Dwudziestu sześciu owych mnichów i chodzę ścieżkami lasu i pamiętając zastanawiam się . Zastanawiam nad przesłaniem owej liczby, owych mnichów owego obrazu i czym dalej jestem, tym bardziej upewniam się, że był to tylko jakiś dziwaczny sen po spożyciu kanapek z pomidorem, cebulką i marzeniami.

Terapia.

Stawiłam czoła strachowi i zintegrowałam się z bandą nieletnich wyrostków , bez celu idących nocą przez miasto i rozwalającą wszystko co dało się rozwalić. Przy drodze znaleźliśmy mnóstwo kamieni zebranych wcześniej z pola i zrobiliśmy sobie terapię psychologiczną. Kto ma jakiś żal , jawny lub ukryty, kto ma jakieś pretensje, musi je sobie określić i rzucając kamieniem w znak wskazujący nazwę miejscowości, pozbyć się kłopotu. Mam nadzieje ,że nikt nas nie sfilmował bo ze znaku niewiele zostało ale że był użyty w celach terapeutycznych uważam że jego zniszczenie było słuszne. Nie wiedziałam że mam tyle siły i że tyle we mnie frustracji było skrywanych.