Z kartki Kloszardem zapisanej…

   Natalia zaprosiła mnie do domu na świerkach. Zaciągnęła mnie tam niemal a ja zaciąnąć się dałem bo czasem trzeba do jakiegoś miejsca dotrzeć i zostać by dowiedzieć się , dlaczego to miejsce i ten czas jest wyjątkowy tak bardzo. Zaciągnąć się dałem obcej w moim domu kobiecie, kobiecie , która na pohańbienie i na zmarnowanie z bezsilności się wydała a trochę przecież też ze swojej natury w której przyzwolenie na niegodziwości i usprawiedliwienie jej. Gdy wyobrażać sobie ją w jej dniu, przestaje się ja lubić, przestaje się mieć z nią chęć kontaktu a gdy wymazać coś, robi się łatwiej jednak wymazywanie nie daje niczego, wymazywanie pozostawia bliznę, pozostawia ślad, pozostawia niezagojone rany na wieczność i wydaje się jak gdyby nadziei nie było ale wystarczy stanąć w świetle. Odważyć się na bycie w świetle, prawdzie. Niczym nieskrywanej. Jedni powiedzą że to oczyszczające światło, oczyszczająca prawda wyzwala kolor z brudu jaki jesteśmy umorusani. Inni zgodnie z prawdą, ich prawdą a dla mnie prawdą bez zastrzeżenia że umyje nas światło samego Boga. W zadufaniu swoim, w naiwności, wydaje się że nie ma znaczenia, skąd światło . Nie ma znaczenia czy prawdziwe czy pozorne czy ciepłe czy zimne. Ważne by oświetlało ale to nie jest tak. Ileż razy mówiłem sobie że to nic, że to drobiazg, że tego nikt nie widział, nikt nie słyszał, nie udało się nie wydało więc nie istnieje. Ileż razy …takie pozorne światło, odrobina mydła stwarzała pozór oczyszczenia i że to wygodne, że proste, że łatwe więc łapałem się tej łatwizny i ja uznawałem za oczyszczenie do chwili gdy przyszła Natalia. Stała wpierwej przede mną, potem położyła się z głową na moich kolanach, potem zasnęła i sens jej szarpany, nieoczywisty niespokojny i mimo światła którego tak wiele w domu na świerkach, pod palcami którymi gładziłem jej włosy, jej skórę dotykałem, kojąco, tak mi się zdawało ,czułem lepki brud wszystkich klientów wszystkich …a wtedy Starszy Pan podszedł i wziął moją rękę. Odwrócił ją bym spojrzał. Była brudna, lepka, brzydka. Włożył ja do przezroczystej misy, umył i oddał mi z powrotem. Prawda oczywista, prawda jednoznaczna. Prawda ,ze aż mi było wstyd ale też odetchnąłem. – Nie można uspokoić niewinnego dziecka, gładząc go kolcami, powiedział mi by wszystko było powiedziane .

Trudno pojąć tak bardzo trudno mi było pojąć w swoim zadufaniu sobą że dopiero gdy z mojej dłoni odpadły kolce w końcu prawdziwie mogłem pomóc jej się uspokoić. Nie da się nikogo uspokoić krzykiem, nie da się nikomu pomóc, okradając go ,zabierając . Nie da się… Ileż razy patrzyłem na nią i chciałem jej pomóc nie mając pojęcia że siebie muszę najpierw zobaczyć pod całym moim zmanipulowaniem, oszustwem, nieprawdą.- Kocham Cię , przyszło mi na myśl gdy patrzyłem na nią śpiącą mi na kolanach- Kocham Cię, wyszeptałem a ona usłyszała a potem już spokojny stał się jej sen i oddech równy i cichy . w końcu odpoczywała. Krótkie, małe, delikatne słowo a upadło na nią śpiącą i powolutku, bardzo powoli zaczęło rozlewać się po jej ciele.

  Starszy Pan się uśmiechał. Zawsze się uśmiecha . Widzę przecież chociaż bywa że nieuświadamiam. Pójdę już . Z nią zostawię to wszystko . Ona wszystkim się zaopiekuje i doprowadzi do końca.

- Dzień dobry przechodniu, dzień dobry człowieku. Przepraszam, że chciałem Cię uspokoić dłonią pełną kolców. Ktoś je powyciągał i już teraz będzie inaczej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>