Wyznanie.

Wszędzie płonące ogniska i z nich mnóstwo białego dymu. Wiosna płonie. Wiosna. Kilka dnia takiego bez węgielków i kadzidła , okadzania a potem już będzie ta , której wyglądałam siedziała na trawie przed moim domem i zawsze będę mogła się do niej przysiąść. Pamiętam z zeszłego roku gdy gładziłam świeżo urosłą trawę, przeciągając dłonią po jej czubeczkach do słońca ustawionych. Potem przyszło lato , jesień i śmierć. Przed śmiercią wybudowałam dom na świerkach , cierpliwie wchodząc raz za razem po wielkich drabinach na sam szczyt. Nie jestem silna więc po drobince wnosiłam wszystko co do budowy było potrzebne. Jak ptaki po jednej malutkiej gałązce i w ustach odrobinę wody by z gliną połączyć w spoiwo , które sklei wszystko co potrzeba i pozwoli postawić dom. Trwało to długo i w pewnym momencie zapomniałam czy buduję, czy rozbieram, czy tworzę czy niszczę . Wchodziłam raz za razem , raz za razem , raz za razem by dotrzeć do końca wszystkich prac a koniec nie był taki oczywisty bo nie było okien, nie było ścian, nie było drzwi, nie było mebli żadnych tylko olbrzymie poduchy na których można usiąść niczym w fotelu i wysoka, piękna, sprężysta trawa w której można się położyć i odpocząć . Odpocząć od świata i od jego grzechu. Zapraszałam tam niewiele osób. Z dołu niewiele bo z góry przychodziło czasem całe mnóstwo by śpiewać i tańczyć i słuchać i mówić i milczeć  . Z  dołu  przyprowadziłam kochankę. Kochankę bo ją kochałam w tamtym z nią w bliskości momencie. Kochanka bo mówiłam jej kocham w każdej nadarzającej się okazji i z każdym kolejnym razem odczuwałam coraz większą z nią bliskość, zażyłość związanie. Kochankę bo obdarowywałyśmy się sobie nawzajem swoimi ciałami by dać przyjemność i przyjemnością być obdarowane. Pamiętam jak Starszy Pan któregoś razu siedział niedaleko gdy my zajęte byłyśmy darowywaniem siebie sobie i zerknęłam na Niego a On pogroził nam palcem. Bez złości, bez pretensji z zaufaniem jakimś ogromnym dla nas, pogroził nam palcem. Gdy rozmawiałam z nią o tym mówiłam jak gdy by to był gest przyzwolenia ,że mamy prawo, że Ona nam pozwala, że miłość jest jak biel okrywająca szarość grzechu pod którą ów znika i nie ma go i jak gdyby istnieć przestawał ale potem ona odeszła , może ja nie umiałam jej przy sobie przytrzymać a gdy jej już nie było przypomniał  mi się ten gest Starszego Pana i wróciło, wtedy niedostrzeżone pytanie, co miałeś na myśli. Nie był to gest przyzwolenia na nasz grzech a jedynie przypomnienie, że w żaden sposób nie jesteśmy w stanie go zrazić do siebie i On poczeka tyle ile będzie trzeba byśmy usiadły obok niego i otworzyły wszystkie zapisane księgi. Wszystkie zapisane czyny przeczytały i …w końcu spokojne mogły się do niego przytulić i w nim zatopić i nie chcieć wracać do niczego już nigdy .

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>