Noc niepodobna do innych.

Starczy.
Można ,nie czuć smrodu.
Nie dostrzegać, strąków brudu lepiących się do palców.
Można być ślepym i głuchym.
Tylko…po co?
Dość. Sobie dość i wszystkiemu czego świadomie , się , opieram.
Opieram, się, by nie widzieć.
By nie czuć.
Starczy. Nie trzeba biec i gonić już nie trzeba.
W holu, na małej półeczce, lekko zakurzone, w białej ramce,
nie zrobione zdjęcie.
Podszedłem , wziąłem do ręki i popatrzyłem.
Chwila, potem kolejna i kolejna, aż gdzieś przez okno,
jakiś ptak przyniósł strzępki dobrej nowiny.
Nie to , że trzeba było.
Po prostu, bo przyszedł czas, poszedłem do łazienki.
Zrzuciłem z siebie wszystko i powoli położyłem swoją zabawność w wannie pełnej wody.
Zabawny , taki golutki facet.
Zupełnie bez sensu i zupełnie niepotrzebny.
Dopiero konieczność, dopiero gdy dołożyć do tego jakąś pracę, owa zabawność nabiera sensu.
Czynność. Wykonywanie czegoś ,zabiera z obrazu , zabawność. Niepotrzebność. Nieprzydatność.
Jeszcze mokry, włożyłem na siebie mój stary, dobry prochowiec. Jakieś buty i wyszedłem .
Jak zwykle , jak zawsze.
By wrócić.
By powracać.
Nigdy nie wychodzę, by nie wrócić. Nigdy.
W uszach muzyka i kroki słyszałem z oddali, swoje własne i ta noc, rozświetlona gwiazdami i małymi gwiazdeczkami w oknach domów.
Krok za krokiem i coraz dalej od domów i szumu z nich płynącego.
Nie słychać już krzątania i nie widać już światełek było.
Tylko noc ciemna, nieprzenikniona i droga, której nie widać. Kroki było tylko słychać ,na niej stawiane.
Gdy wszystko wokół, składa się w całość, tuli się do siebie w dziecięcym, niekłamanym uścisku, ja szedłem w samotność , jak zawsze. Jakiś to już rytuał i jakaś to konieczność, popychała .
Popychała by szarpnąć nieoczekiwanym i wyrywając ze snu ciemnego, zanieść mnie z powrotem, tam gdzie miejsce i oczekiwanie na mnie.
I moje oczekiwanie , z nadzieją, na kogoś, że przyjdzie i będzie.
Muzyka ucichła . Cisza.
Nic. Zupełna pustka i tylko malutkie światełko na niebie,
pojawiło się nagle.
Światełko by się zatrzymać a potem, ten głos, znajomy głos.
-Oj maluśki, maluśki, kiejbyrekawicka…
Jakaś łza , jakaś dłoń która zacisnęła się na mojej dłoni.
Jakieś ciepło otuliło i szepnęło do ucha.
-Wracamy.
-On czeka…nasz syn…

Wszystkim, ciepła w białym puchu ,miłości.
Wszystkim, bezpiecznego powrotu do miejsc tęsknionych.
Samotnym, by ktoś im zaśpiewał i ciepłem się podzielił.
Przytulił.
Autor.

Jedna myśl nt. „Noc niepodobna do innych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>