Dzień otwartych drzwi. Na szczęście tylko jeden.

   Otworzyliśmy drzwi, z Posiadaczem, dla sprawdzenia. Mówiłem nie raz i On mówił dokładnie to samo  ale otworzyliśmy z naiwnością, że zdarzyć się może jeden człowiek, który przyjdzie  ogrzać ręce a może nawet przyniesie drew do kominka. Z naiwnością, to jedna strona medalu ale i z wiarą i to strona , którą mimo wszystko zawsze ma sens.

  Otwarta brama, otwarte drzwi. Nie było nikogo i niczego co by broniło dostępu więc powoli, zupełnie jak myszy pojawiające się z nikąd , pojawili się ludzie. Przychodzili, dotykali, robili sobie z nami zdjęcia a my byliśmy mili , grzeczni, uprzejmi i z minuty na minutę bardziej zmęczeni. Gdy trzymali dystans, to było do strawienia. Zachowana minimalna prywatność. Szybko dystans stał się już tylko marzeniem i jedynie instynkt samozachowawczy podpowiedział nam , mi i Posiadaczowi, by zamknąć ostatnie bramy jakie mieliśmy do dyspozycji. Instynkt podpowiedział by zamknąć się w sobie. Zamykanie oczu pozwalało wrócić do bezpiecznych miejsc. Za zamkniętymi oczami mogliśmy spojrzeć na to co stworzyliśmy.  Nieznana nam kobieta, siedząc na naszej toalecie, robiła sobie zdjęcie z obnażonym tym co nam obnażyć , do głowy nigdy nie przyszło. W pierwszej chwili to wzburzyło w nas emocje i one wzięły górę nad rozumem ale po chwili owe udało się uciszyć. Uciszeni już tylko patrzyliśmy jak wszystkie miejsca, o których nawet sami nie pamiętaliśmy ,że istnieją, zostały otworzone, odkryte, sfotografowane a efekt zabrany ze sobą. Dotrwaliśmy do wieczora a wieczór zagrał nam widokiem kochającej się pary w ciemnym pokoju w którym stały nieużywane meble. Posiadacz przymknął drzwi by dać im czas jakiego potrzebowali by wrócić do rzeczywistości. Jako jedni z niewielu, wychodząc, podziękowali nam za gościnę i byli bardzo rozradowani. Na nich spoczęła nasza uwaga. Oni jedyni zaciekawili , zafascynowali do tego stopnia, przy spróbować dać sobie odpowiedź na pytanie, co w nich było takiego, czym przykuli uwagę.

 Oni nie zabrali nam naszego domu. Nie weszli do niego mimo fizycznej obecności. Nie dotykali nas, nie dotykali niczego co zastali. W tą rzeczywistość weszli ukryci w wielkiej bańce z przeźroczystego materiału. W niej byli sami i dzięki niej nie dotykali niczego .W niej weszli i nie zostawili jej odchodząc.

  Nigdy więcej już nie otworzymy drzwi i nigdy nie otworzymy bram acz, nigdy nie przestaniemy wierzyć, że przyjdzie ktoś , kto przyniesie drew, napali w kominku, ogrzeje się i pójdzie nie niszcząc niczego a może nawet tworząc. Powołując do życia coś… kogoś… całkiem nowego.

  Za ludźmi w swoich bańkach tęsknimy ale ich jest coraz mniej. Szkoda.

 

   Dzień dobry. Pani spóźniona. Już po wszystkim, Po całej imprezie Pani przyszła i proszę wybaczyć, ludzi bez bańki już nie wpuszczamy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>