Szlag mnie trafił i złość po prostu.

 

Poszła sobie. Odeszła. Nabrała mnie? Ja ją nabrałam ? Nic z tego nie rozumiem . Wczoraj było dobrze . Dziś nim wróciłam z łazienki rano już jej nie było. Kochałyśmy się. Ja , tak szaleńczo ,że chwilami tchu brakło a teraz siedzę goła i brudna bo okazało się ,że to było tylko miętolenie. Najlepiej by było popaść w depresję z tego powodu ale bez takich. Posiadacz w kuchni pracuje. One z synem rzucają klockami przez okno i próbują trafić w dynie co to miała się przydać do straszenia a przydaje do trafienia. Pies klocki zanosi na piętro. Wszystko działa jak trzeba a ja bym miała w depresję …Nie nie. Co to to nie.

Ubrałam się . – Witaj dniu …zaśpiewałam sobie i wyszłam z domu. Na ulicy ludzie różni. Jedni szczęśliwi, inni podłamani. Jedni trzeźwi inni już pijani. Jedni pewnie głodni bo jacyś tacy zgarbieni inni pewnie syci bo dumni i zadowoleni. Ulice mijałam i domy i ludzi mnóstwo i mnóstwo samochodów i w zasmucenie wpadłam bo oni jacyś tacy bardzo odlegli, dalecy, obcy. Obcy …to dobre określenie bo z nożami za plecami a może inaczej bym musiała określić tych , którzy nie w oczy a na biust, biodra, niżej ,taksującym spojrzeniem wyceniali. Nie tylko mężczyźni . Kobiety podobnie. Złość w oczach, zazdrość, chwilami może nawet nienawiść bo nie boje się patrzeć im w oczy i nie boję się w tych oczach czytać obnażone ich myśli. W oddaleniu pewnym od zgiełku, budka nieporadnie sklecona. W niej blat z jakiejś deski a na nim zardzewiała waga i skrzyneczki dwie z pomidorami. Podeszłam bliżej zaciekawiona. Nie było nikogo a po chwili dwie myszki Przepraszam, dwoje dzieci, chłopiec i dziewczynka wijąc się pomiędzy skrzyneczkami usiadło po drugiej stronie czegoś co szumnie można nazwać ladą sklepową.                              – Dzień dobry, powiedziałam uśmiechając.                                                                                         – Dzień dobry czy pani lub bób . Bób jest bardzo smaczny jak się go ugotuje my mamy bardzo dobry. Trajkotała dziewczynka.        -Jest naprawdę bardzo dobry i jak pani sobie ugotuje to potem może zjeść kanapkę z pomidorem a my mamy bardzo smaczne. Wtórował chłopiec zachwalając, doradzając. Poprosiłam i tego i tego. Dzieci przeurocze i takie przejęte a ale nad wszystko nie taksujące.

Podziękowałam dygając jak przed królewską parą i one się ukłoniły. Poszłam dalej.

Drobiazg, dwie malutkie myszki wijące się pośród skrzyneczek a niczym konsylium lekarzy którym po długich debatach udało się dobrać i zaaplikować odpowiedni lek tyle ,że myszki zrobiły swoje z taką lekkością ,że choć poustawiały wszystkie wywrócone regały w moim sercu to nie uszkodziły niczego co przypadkiem stało i miało się dobrze.

Wróciłam do domu. Pies wciąż nosił na Piętro wyrzucane klocki. Posiadacz nadal siedział i gapił się w ten swój monitor i chociaż wszystko było jak dawniej, nic nie było jak dawniej.

Nie miałam żalu ,że odeszła i nie było mi smutno że byłam znów sama. Miałam reklamówkę bobu i pomidory , które są bardzo dobre na kanapkę po tym jak się zje bobu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>