Zawsze kiedyś jest koniec.

Usiadł naprzeciw mnie .Smutny ,zmęczony. Od końca do końca taki sam .Nie patrzył mi w oczy .Patrzył na moje buty. Patrzył na swoje buty .Na coś co buty powinno przypominać ale tego dawno już nie robiło .Pozwiązywane sznurkami ,poszarpane czasem paski wycieńczone drogą.
-Wiesz. Powiedział nagle.
-Nie chce mi się już chodzić. Chcę osiąść na jednym miejscu. W słup się zamienić . Stać i patrzeć jedynie.
-Słowa już nie są mi potrzebne. Już powiedziałem dość i od tego mówienia buty moje mnie już nie noszą jak dawniej.
Nie mówił do mnie. Mówił do siebie.
Przed sobą miał niewidzialne lustro w które patrzył już bez emocji.
Obraz już znał . Nic nie mogło go zaskoczyć .Obraz był już skończony.
Tak mu się przynajmniej wydawało.
Wydawało mu się że żadnej więcej kreski nie można na nim postawić i żadnego koloru domalować. Że wszystko co mogło być już było i co stać się miało już się stało.
Podniósł oczy.
W oczy sobie spojrzeliśmy i stało się jasne że to nie on był a tylko moje odbicie w lustrze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>