Sen, dla One.

Do taktu podrygująca noga. Zawieszona miedzy nędzą czarnego błota a niebem nie dościgniętych namiętności . Dźwięk kobzy wypełniający powietrze .Prastary flet pozwalający by krew zakrzepła w spokoju.
Nierealność i szczera prawda na wyciągnięcie dłoni.
Gdym ja ku Tobie wyciągnął – drżała.
Biała ,pergaminem na wpół zapisanym opasana , starała się między kroplami powietrza, odnaleźć do Ciebie drogę.
Oczy widziały.
Serce widziało , ramion rozpostarte skrzydła. Tak niedaleko , tak blisko , tak niemal na styku oddechów, w jedna struge powietrza wiążącą się przed nami.
W oddechach małe dziewczynki i mali chłopcy w berka bawili się wesoło. Wciąż w ruchu , wciąż nie do zatrzymania. Radosne i z błękitem między palcami a mgłą niewiadomej pod stopami biegnące.
Drżące dłonie raz kolejny spróbowałem wyciągnąć , by Ciebie nimi objąć i zamknąć w nich na wieki.
Czasem przychodzi znużenie i tylko przysiąść pozostaje na skarpie otulonej zielonym mchem z którego soczysta nadzieją można poić się wzajem i jeść łapczywie aż sens pocznie spływać po brodzie .
Policzki otulając i oczom przesłaniając czarne chmury. Ciepłym płaszczem opadając na ramiona.
Gdyśmy już zmęczeni, głowę oparłaś na moim ramieniu i włosami okryłaś niczym chusta ogromną.
Siedzieliśmy i tylko cień, malutkiej dziewczynki, w białej, biegnącej sukieneczce, migotał nam przed oczami. Migotał, migotał ,migotał …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>