Dalej, dalej,dalej…

Długo stałem, patrząc na ptaka . Patrząc na bluszcz zajmujący moje miejsce. Jednostajnie , powoli wciąż mocniej i mocniej wypijając ostatki nadziei na powrót.
Moje miejsce , już nie było moim miejscem , a może nie potrafiłem odnaleźć , swego , w tym wszystkim . Swego miejsca , swego czasu , swego…No właśnie czego…
Zastanawiając się czy naprawdę to było moje miejsce , czy też jedynie na mały moment , malutką chwilę wynajęte , odwróciłem twarz i wolno zacząłem stawiać stopy na gorącym ,jeszcze , od słońca, bruku .
Jeszcze , bo było już późno . Późno na wszystko lub tak mi się wydawało że jest już za późno na cokolwiek . Na czegokolwiek zaczynanie od nowa i do czegokolwiek co już było powracanie.
Za późno.
Strasznie to zabrzmiało w moich myślach . Bardzo strasznie . Do tego stopnia że wzdrygnęło się moje ciało w (przestrachu ?). Możliwe . Bardzo możliwe.
Nie było obok nikogo kto pomógł by odnaleźć się w tej sytuacji. Nakierować choć odrobinę na jakikolwiek tor z którego dał bym radę dostrzec ten swój tor i to swoje miejsce które mnie wołało a którego wołania nie słyszałem.
Nastała cisza , niczym nie przerywana cisza. Niczym nie przerywany smutek .Wypełniał powoli , powoli , powoli.
Coraz głębiej i głębiej .
Nie stawiałem oporu . Nie było nikogo kto mógł by mi w tym pomóc . Wszyscy gdzieś zostali . Zostali lub odeszli . Bez znaczenia . Znaczeniem było by gdyby byli blisko , w tej , tamtej chwili byli blisko , byli naprawdę a nie w oddaleniu z którego nie słyszałem ich głosu ani oni mojego , nawet jeśli by było . Wołania by nie usłyszeli.
Nie wołałem i nic we mnie nie wołało.
Była cisza i cisza nastała. Nastał smutek z którego jedną widziałem tylko drogę do celu .
Celu , którego nie widziałem ale wydawał się być dla mnie jakimś wybawieniem , choć był na pewną zniknieniem.
Zniknieniem moim , mnie zniknieniem .
Poszedłem na dworzec . Tam gdzie pociągi wiozą ludzi w nieznane . Wiozą do dróg które mogą być i są dla nich wybawieniem i początkiem.
Ale, ale ja nie chciałem wsiąść do pociągu . Nie , tego na pewno nie chciałem .
Chciałem tylko stać i zobaczyć światła lokomotywy obejmujące mnie z boków i góry. Obejmujących coraz mocniej , mocniej , mocniej .
Do końca.
Chciałem , wtedy chciałem owego światła dotknąć . Być w nim i nim być . Tak po prostu.
Chciałem , bo to się skończyło zupełnie inaczej niźli wydawać by się mogło .
Inaczej a może po prostu normalnie , biorąc pod uwagę że wcześniej miałem wrażenie że ktoś mnie woła lecz ja tego nie słyszę i nie byłem pewien czy ten głos naprawdę istnieje.
Głos i dłoń zabrała mnie od światła i …sama światłem się stała.
Na długo … ? .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>