One , nie pozwoliła mi odejść. Tym razem , pozwoliłem sobie nie pozwolić.
Prowadziła mnie, trzymając za rękę . Uśmiechnięta , radosna , szczęśliwa ? .
Nie umiałem , tym razem , być również taki sam. Nie potrafiłem , może nawet nie chcąc
By owładnęło i mną , uczucie uniesienia jakim One promieniowała.
Promieniowała w naturalny ,czysty , nie kreowany sposób.
Idąc patrzyłem na drzewa. Niegdyś malutkie . Teraz dające już cień i schronienie.
Krzewy , za młodu delikatne , przestraszone każdej niepogody objawieniem.
Teraz dumne , czasem nawet zarozumiałe w swym pięknie.
Już nie samotne w swej delikatności lecz splecione w warkocz , który ma silę opierać się wielu przeciwnościom.
Przybiegły psy , jednak inaczej niż zwykle, jak gdyby wiedziały co zdarzy się za chwilę.
One wiedziały wcześniej co zdarzy się za chwilę a ja dopiero po kilku krokach, zauważyłem.
Posiadacz , stał w oknie i patrzył.
Nieruchomy spokojny , jednak z kłębiącymi się myślami.
Patrzył jako ojciec One i wiedziałem że tego tematu nie da się ominąć.
Nie wiedziałem tylko , kiedy , będzie chwila w której będzie koniecznością siąść naprzeciw siebie i odpowiedzieć sobie na kilka pytań .
Było jasne o jakie pytania chodziło , jednak stało się dla mnie jasne ze nim porozmawiam z przyjacielem , sam muszę odpowiedzieć , sobie na pewne pytania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>