Nieudany dzień.

Kiełkować we mnie zaczęło ,pragnienie bycia nieistotnym .Od dłuższego już czasu się budziło. cóż zrobić ,by nie mieć wpływu. Nie dotykać świata i dotykaniem nie być dla nikogo i niczego. Nijakim nie być w czymkolwiek elementem.
W pamięci pojawił się dzień wypoczynkowy ,w którym ,tak mi się zdawało niemal nie dotykałem. Nie dotykając ,możliwe że nie przesuwałem żadnej dźwigni czasu i jego wypełnienia.
Zaszyłem się głęboko w gęstym lesie, bacząc by miejsce było odludne i odzwierzęce. Ułożyłem się wygodnie na ziemi , starając się aby żadnemu stworzeniu na drodze nie stanąć i żadnego stworzenia swoim byciem , w owym miejscu , nie zmusić by zważało na mnie w jakikolwiek sposób. Położyłem się i leżałem patrząc na „poruszające” się słońce. Dumny byłem z siebie . Dumny z ucieczki w nieistnienie i niedotykanie .Przez cały czas coraz mocniej dumny i sobą zachwycony, niemal popadłem w samozachwyt.

Czas jakiś po tym wydarzeniu, dumny z siebie byłem i przechwalałem się nawet ,jak pięknie się mi udało zniknąć ze świata ,niepostrzeżenie ,potem powrócić .Niemal zmartwychwstać samemu dla siebie i dla nikogo innego.

Po czasie pewnym okazało się jak bardzo myliłem wszystkich i siebie w swoim zachwycie nad własnym czynem.
Spotkałem kobietę , która ze swoim dzieckiem szła. Szła i nietypowo rozmawiała wciąż i dziecko mówiło do niej choć dziecko owo było autystycznym czyli nieobecnym w słowach . Zatrzymała się przy mnie i powiedziała , wyraźnie zachwycona i w sposób wspaniały szczęśliwa .
-Muszę Ci to opowiedzieć ,powiedziała. Zdarzył się cud i jak widzisz w końcu nie mówię tylko ja.
Pewnego razu , jak zawsze , mówiłam z nadzieją że usłyszę cokolwiek od mojego dzieciątka i nagle z nieba przyleciał ptaszek , niosąc w dziobku gałązkę , którą jakby specjalnie , upuścił wprost w ręce malutkiemu.
-Dziękuję. I było to pierwsze słowo jakie moje dziecko powiedziało.
Mówiła to z tak wielkim szczęściem że nie zauważyła mojego zasmucenia .Dziecko trzymało w dłoniach ową gałązkę . Była to ta sama gałązka którą , tak sobie odłamałem z drzewa w dniu którym tak długo się chwaliłem i byłem dumny z jego bez znaczenia dla czegokolwiek.
Cała duma z samego siebie uleciała i przestała istnieć.
Uśmiechnąłem się do małego podałem mu rękę i poszedłem.
-Sznurówka ci się rozwiązała. Krzyknął do mnie mały chłopczyk który wrócił.
Schyliłem się by zawiązać i okazało się że nie mam sznurówek.
Dziecko śmiało się i jego matka się śmiała . Ja też zacząłem się śmiać.

na skraju mgły
jesteśmy
żywiąc się przeciwieństw pokarmem
dzień witając o poranku
noc
noc nowego dnia porankiem

ptaka wypuszczamy z dłoni
niosącego słowa wprost do nieba
i w naręcze kwiatów go zamieniam
by twoje dłonie nie czuły braku

chwila
chwila dotykania
bez przeszłości
bez jutra
noc napojeniem
poranek zmartwychwstaniem
by nie ubyło pragnienia
i tęsknoty nie brakło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>