Z szamba na spacer ze Starszym Panem?

Trochę się opłukałem.Chwilą czasu, która neutralna i przysiedliśmy dwaj na powalonym drzewie a On nie pytał chociaż ja chciałem odpowiedzieć. – Dziękuję, wydobyłem z siebie. – Dziękuję, odpowiedział nim nastało oczekiwanie.
Naturalnie, zwyczajnie, ot po prostu mi odpowiedział. Odpowiedział bo nie muszę. Nie ciąży na mnie odpowiedzialność mi narzucona a tylko ta ,która ze mnie. Tylko to co ze mnie może mnie rozliczać a jeśli nie ma we mnie wagi. Warzyć niepodobna.Odpowiedział bo chociaż On esencją to bym ja z nim na jednym drzewie powalonym, musi mi podobnym być.Musi…ot nie musi. Chce. Zważywszy na mnie to ,że On chce jest conajmniej czymś nieprawdopodobnym.We mnie istnieje nieprawdopodobieństwo a a nim pewnie takie słowo nawet nie istnieje bo jak może być nieprawdopodobnym coś co naturalnie się dzieje. Cóż jest nieprawdopodobnego w tym by góre unieść i postawić obok albo bardzo daleko…? Niemożność jest tylko we mnie a w jego zaufaniu nie ma miejsca nawet na cień nieufności. Uśmiecham się bo świadom mojej bezgranicznej głupoty dostaję mimo owego ciepły koc , który mnie broni w zimny czas . – Myślisz?, zapytałem i rozbawiony pytaniem roześmiałem się w głos. On też się roześmiał śmiechem tak zaraźliwym ,że wszystko we mnie się zaśmiało. Długo się śmialiśmy. Bardzo długo. Dla mnie bardzo bo On…nic nie szkodzi żem jest prochem skoro z nim śmiać się mogę na jednym siedząc zwalonym pniu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>