Wielka wygrana.

 

Zaspałam, nie zauważyłam i przeoczyłam ale czy to powód do zmartwienia. Skupiać się na jednym małym niepowodzeniu robiąc z niego tragedię i smutek przeogromny nie do pokonania. Nie ma to najmniejszego sensu. Dziś znów udało mi się i otworzyłam oczy. Przez okno wielką szeroką rzeką wchodziło słońce więc mimo pory wczesnej , nie odwróciłam się na drugi bok i nie spróbowałam zasnąć.Wczoraj był piękny dzień bo pojęłam w swoim środku, coś co wiedziałam ale wiedzieć to mało gdy się tego sercem nie czuje, Wczoraj przypomniałam sobie obrazek , który wisiał na mojej ścianie już bardzo długo ale patrzyłam na niego bezrozumnie. W  moich objęciach, kobieta która weszła do mnie na chwilę a później wyszła by nie wrócić. W moich objęciach śpiąca bezpiecznie. Jak przypowieść. Jak nauka .W moich ramionach śpiąca bezpiecznie .

Lubię czasem zmartwychwstać…

…tak na chwile na trochę na małą pauzę z wizytacji miejsc niepoznanych. Przechadzam się wtedy po miejscach mi znanych i miejscach które , w delikatności gospodyni, powiem, miałem przyjemność począć.Nieżycie ma swoje zalety ale ma też swoje wady i z jedną w tym momencie pozwalam sobie zawalczyć. Nieżycie pozwala się wyłączyć ale i nie pozwala się włączyć a to czasami jest takie denerwujące, stresujące doprowadzające do szału i wściekłości.Miałem przyjemność, z uwagi na mój stan pozwalający na wszystko , przyglądać się jak pies, patrzy przez siatkę i zazdrości innemu że tamten znalazł cudowną , smakowitą kiełbasę i ja sobie ze smakiem zajada. Ślina cieknie mu po pysku i z wyraźną , może nawet złośliwością połyka kolejne kęsy. Tamten zjadł, ten smutny wrócił na swoje umoszczone pod drzewem legowisko. Po pewnym czasie pojawiają się złodzieje. Głodny natychmiast wstaje i odgania intruzów a tamten, najedzony, smacznie śpiąc, pozwala intruzom wziąć wszystko co tylko chcą.Hm…nie jest przesądzone,że głodny jedynie spełnia swoje zadanie. Nie jest przesądzone ,że najedzony zawiedzie.Jest przesądzone, że złodziej przyjdzie.                                                                                                        Z garnka w którym jedzenie dla psów przygotowane, nabrałem sobie miarkę, potem drugą a teraz razem z moim psem pójdę pobiegać, ufając, że ta jego dieta i mi pozwoli nie sapać, nie spocić się i nie robić z siebie ofiary tłustego losu. Państwa zostawiam z Natalią i życzę dobrania odpowiednich okularów do kolorów jakimi ona maluje bo jak to kobieta, potrafi zwodzić, urzekać, bałamucić a potem zostawić w połowie drogi do orgazmu.

Gdzie jesteś?

Obudziłam się, niepotrzebnie , zapłakana i ręką szukałam Ciebie błądząc po ogromnym łóżku . Szukałam Cię  w zapachu, który miałam nadzieję zostawiłaś ale też już go obok siebie nie znalazłam. Szukałam Cię na swojej skórze, szyi , ramionach , piersiach, brzuszku kształtnym i między udami Cię szukałam swoimi ale Ciebie nie było. Wyszłam więc z sypialni, z łóżka wstałam pamiętającego i do okna podeszłam gdzie w szybie przeciągająca się , piękna i bawełnianej koszulce ledwo skrywającej …Jestem piękna, bo jeszcze dla Ciebie jestem i staram się i wstaje i dla Ciebie zasypiam i czekam ,że wrócisz i czekam ,że przyjdziesz i czekam Twojego narodzenia. Nie znam Ciebie , nie poznałam wcześniej ale znam całą jaką jesteś i znam myśli Twoje bo z moimi słowami splatają się nad stołem i nad bukietem w szklanym wazonie , i nad książką które leży z pewnością, że kiedyś weźmiesz ją do ręki i przeczytasz wers, dwa, może . Znam Twoje myśli bo uśmiechasz się do mnie a wtedy one ulatują z pół zamkniętych Twych ust i krążą niczym ptaki, papużki kolorowe pod sufitem. Znam Ciebie a Ty …przytulasz i już nic nie mówisz.

 

 

   …ja , przepraszam , ja tylko na moment , ja tylko po nadzieję na śmierć jak najszybszą …czy może ktoś z państwa przepuści mnie w kolejce?

Ciepły , piękny dzień.

 

Zazielenił się sad i pojawiły się nowe owoce mandarynek. Będą cieszyły podniebienie i oczy nim w ustach zginą lekko, delikatnie wsuwane ,kawałek po kawałeczku. W kącikach ust pojawi się słodki sok i pojawia się wraz z nim wspomnienia pisane mokrymi od słodyczy wargami.

…na nic…

…moje wyczytanie z siebie że mogę inaczej niźli dotąd, że mogę z mężczyzną budować relacje, psu na budę. Gorzej wyszło, bo z kobietą czuję się nieuczciwa a chropowaci, są zbyt chropowaci.     Nic tylko strzelić sobie w łeb i żebym mogła mieć do kogoś pretensje ale skąd….sam sobie jestem winna. Było tyle myśleć? Ludzie mówią ,że gram ja nie wiem kim jestem i nie mam dość ważnego zajęcia by o tym wszystkim chociaż trochę nie myśleć. I co teraz…

Przyjaciel…

…i jak Ty dajesz ze mną radę. Wiesz…, tak Ty to wiesz ale oni nie wiedzą dlatego to napiszę. Gdybym przez wzgląd na ludzi wierzyła w Ciebie, już dawno bym się sprzedała konkurencji. Na szczęście, moje szczęście i w pewnym sensie tych ludzi, filtruję słowa i czyny przez to co zdarzyło Ci się na kamieniach napisać.Może robię dobrze, może nie. Trudno mi to ocenić ale ufam ,że robię dobrze. Nie gniewaj się na nich, bo skoro ja się nie gniewam, Tobie nie uchodzi.

Życzenia.

 

Zadzwoniłam do alkoholika by złożyć, złożyłam, mu życzenia. Pójdzie na ryby. Tak odpocznie.Jestem za niego odpowiedzialna bo jestem jednym ze sznurków który trzyma go w życiu i trzeźwości.Dlatego ne mogę zrobić sobie krzywdy bo wtedy, co z nim ? Kto się za niego pomodli ?.

Obudzona przez Starszego Pana

 

…obudził mnie. Jak co dnia mnie obudził. Jak zawsze. Kiedyś , trudno mi było gdy mnie budził, patrzeć mu w oczy. Uciekałam wzrokiem , uciekałam ciałem, uciekałam duszą. Szukał, próbował ale ja się bałam, że się uśmiechnie i nie będzie na mnie zły. Dziś, dziś obudził mnie jak zwykle i wstałam, wykąpałam się , zrobiłam na bóstwo i zaczęłam mu śpiewać. Pojawiły się łzy, pojawiło się z nimi szczęście i zatańczyliśmy i pierwszy raz pozwoliłam się mu prowadzić a przecież mam już osiemnaście lat. Przyszło mi do głowy by wykorzystać co mi dał. Wykorzystać byś przeczytała, byś przeczytał, byś pochwalił, byś wyraziła zachwyt, byś, byś ,byś… Weszłam do domu na świerkach. Był i ja byłam, usiadłam daleko ale przyszedł bliżej i położyłam mu  głowę na kolanach i znów napłynęły mi łzy.
Miałam napisać coś pięknego porywającego ciekawego i genialnego a jedyne co mi dzisiaj wyszło to łzy, przez które powiedziałam mu że go kocham . Jest tak blisko, zawsze i w każdym momencie . Przypomniałam sobie, jak kochałyśmy się z Anią, blisko niego i bezwstydnie nagie w pewnym momencie spojrzałyśmy na niego . Pogroził palcem uśmiechał się , nie był zły. My …my… nie było nas . Ania odeszła, przyjemność dotykania wypłowiała w pamięci i został ten uśmiech ale nie przyzwolenie. Dziś obudził mnie jak zwykle i dziś już łatwiej patrzeć mu w oczy. – Dlaczego łatwiej?… Łatwiej bo zrobiłam coś by nie groził mi palcem. Niewiele, to prawda, bardzo niewiele a jednak dość bym mogła spojrzeć mu w oczy. Obudził mnie, dziś mnie obudził jak co dnia ale kiedyś mnie nie obudzi. Boję się ?, nie bo zabierze mnie do siebie. –Skąd mam pewność…? …nie wiem. …bo staram się, zasłużyć ?…Znów tęskniłam za Anią ale nie wyszłam z domu by ją znaleźć.