Kot, ptak,ja….

 

…na ławce wcale nie tak długiej by każda chroniona przestrzenią , istota była. Na ławce , przed siebie patrząc, do siebie się nie odzywając. Jakie ma to znaczenie że może w naszych żyłach płynie wrogość wobec siebie. Nasza wolność pozwala sobie krzywdy nie robić.

Kloszard drwi ze mnie , patrząc z drzewa na którym siedzi.

      Wciągnęłam się, pozwalając sobie na nieużywanie pewnego organu, w pogoń za statystykami. Z lewej ile i jak, z prawej również słupki i przedstawienia statystyk. Z przodu , na końcu dyszla, nie koń a dokonania i z tyłu nie zad i nie ogon a osiągnięcia. Przed mną na mnym stole talerz zez tym wszystkim i napycham się się i czuję jak mi gorzej, bardzo gorzej, tragicznie źle.

Dobrze jest mieć skrzynkę, patyczek i czas uświadomiony.

  Ogłosili , jak gdyby , koniec świata. Ludzie biegną, krzyczą, spieszą się . Są pełni wiary ,że uda im się …uratować ?.

  Siedzę na mojej skrzynce, przy moim śmietniku i patrzę dłubiąc patyczkiem w zębach.

Patrzę. Bez zaciekawienia . Po prostu, zwyczajnie , patrzę. Pamiętam opowieść ze świętej księgi a w niej by iść i nie odwracać się, nie patrzeć na wczoraj . Wiele słupów solnych stanęło i jeszcze stanie nim zamkną się drzwi.

Nie wiem.

Usiadłam na parapecie hotelowego okna. Piąte piętro. Jak skoczyć . Zabić się i nie narobić zamieszania . Jak nie nabrudzić by kłopotu sprzątającym  nie sprawić.

Co dzięcioł wydziobuje z młodego drzewa ?

Wyszedłem od ludzi bo męczyła mnie ich obecność. Nieobecność męczyła mnie również co nie pasowało przecież do mnie. Widzów w około całkiem sporo zaskoczonych bardzo tym co się dzieje bo przyzwyczajeni do zestawu obrazów więc nauczeni przewidywalnych kadrów a tu nagle coś czego nie brali pod uwagę. Wyszedłem do nich i potknąłem się przed momentem w którym miałem usiąść w wielkim fotelu i zacząć opowiadać. Potknąłem się ale nie upadłem bo o podłokietnik się wsparłem i dałem radę zatrzymać upadek. Widzowie , co widziałem na ich twarzach pozwolili sobie na podniecenie. Wyzwolenie uśpionych emocji. Empatii , współczucia, troski a ja nie upadłem i nagle okazało się że są nie sobą, że są w sobie oszukani, że dali się nabrać sami sobie przez kogoś. Taka niejasność odczuć. Niekonkretność. Dziwaczność kształtu przez co kształtu uchwycić, spacyfikować niepodobna. Usiadłem w fotelu naprzeciw  tym wielu i niesiony doświadczyłem spojrzałem im ponad oczy czy oczyma sprowokować się nie dać . Szara brudna ściana , ponad głowami ich wielu a w ścianie otwory bo to przecież kino jest, kino było, kino będzie . Ja jako film ,bo oni wszyscy przyszli na film. Na film przyszli wiedzeni tytułem a tytuł mignął mi gdy wchodziłem :”  Kloszard”. Wyciągnąłem z kieszeni. Właściwie to kieszeń wyciągnąłem i zacząłem ją czyścić z pozostałości. Na dłoń wytrzepałem a potem rzucałem przed siebie i tak kolejna i kolejną kieszeń czyściłem a oni patrzyli zniecierpliwieni. Ktoś kaszlnął, ktoś ziewnął ktoś zaczął rozmowę z tym kim przyszedł. Nieletni zdenerwowany że nie ma nastroju i cała operacja by złapać koleżankę na rękę, przytulić się, może pocałować, legła w gruzach. Podparłem głowę rękoma. –Państwo to może macie patyczek?. Zapomniałem swojego a bym sobie w zębach pogrzebał bo na takiej scenie i w takim fotelu nigdy tego jeszcze nie robiłem.

Wiadro pożądania.

Przeniknęliśmy się  , obok przechodząc gdy płaszcz otarł się o moją za krótką spódniczkę a może nawet uda bezwstydnie dotknął. Zatrzymał się i ja się zatrzymałam. Zatrzymała się i ja zwolniłem by się zatrzymać. Chciałam krzyknąć coś ugodzona niezadowoleniem. Chciałam nawet rękę podnieść by go uderzyć bo do kurwy nędzy śmierdzące zwłoki człowieka otarły się o mnie zostawiając obrzydliwe poczucie zbrukania. Na szyi poczułem ból . Ból się rozprzestrzeniał .Ból był z uderzenia a uderzyła mnie niechęć tej kobiety która przeszła obok. Z którą się otarłem może nawet .Zapragnąłem jej w tej jednej malutkiej chwili. Pragnąć kogoś kto mną pogardza to pieść jaką śpiewałem sobie często. Często zdarzały mi się takie nieprzyjemne doznania jak dotyk kogoś który nie sprawiał mi przyjemności jednak jakie miało to znaczenie że wchodzi we mnie , dyszy nade mną . Mówi jakieś słowa  których nie słyszę bo nie umiem usłyszeć bo jestem zamknięta na te wszystkie obrzydliwości tego świata z jakich biorę tylko środki do życia. Otarła się o mnie czy ja otarłem się o nią , nie wiem bo skąd mam wiedzieć. To stało się nagle , przypadkiem ,że dwie osoby na bardzo szerokim chodniku w szpalerze drzew bez liści bo musiały wyglądać jak setki członków które w nią wchodziły. Nie byłam . bardzo dawno nie byłam . Bardzo długo nie byłam. Skąd on wyczuł że ja nie jestem . Jakim do cholery cudem mógł wyczuć że mnie nie ma , że moje ciało powłóczy się tylko bo tym parszywym dukcie między drzewami .  Odwrócę się , pomyślałem. Odwrócę się pomyślałam. Zatrzymają się i wrócą do siebie, stwierdziłem . Jeszcze tylko narratora nam tu potrzeba. Alfons się pieprzony odezwał a żeby mu jaja urwało zboczeńcowi pieprzonemu na ciało bez skóry i solonemu. Zamknąłem się w moich myślach i zniknąłem. Nie chcieli mnie . Nienawidzili. Mnie więc ja po co . I wyniósł się parszywiec a ja prawie się już wystraszyłam że zostanie i będzie kreował wszystko i nas będzie kreował. Powiedziała ,że nas będzie kreował a tego nie chciała. Chciała byśmy kreowali się sami ? Pomyślałem i zapragnąłem być blisko niej . Odwróciłam się i podeszłam do niego . łapiąc go za płaszcz. Złapałam go za płaszcz. Kurwa gnoju jeden parszywy chodź tu do mnie teraz natychmiast już bo ja cię kocham. KOCHAM…..!!!!!!wrzasnęłam zaskoczona i wczepiłam się w jego włosy pazurami i przyciągnęłam go do siebie. Coś krzyczała , widziałem, szarpała mnie za włosy szarpała za płaszcz i chciała być blisko , bardzo blisko i …złapałem się za głowę a ona wyszarpała mi serce i przytuliła się do niego wyciągniętego na dłoni. Jest ciepły i mokry, przyszło mi na myśl gdy jego serce tuliłam do policzka. Upadł. Upadła. Leżeli tak razem i nikt nie wiedział jak długo . Cisza poszła sobie a syreny karetki radiowozów splotły się z krzykami nawołujących  by nagrywać zdarzenie bo to zajebiste do lajkowania będzie. -Jak masz na imię, wyszeptał. Natalia. Powiedziałam mu by nie zapomniał.

Z zapisków…

  Na piwo wybraliśmy się ze Starszym  Panem. Znaleźliśmy bar, usiedliśmy przy stoliku. On zamówił wodę  ja sok pomarańczowy. Gadaliśmy długo. Kłóciliśmy się i spieraliśmy aż w końcu dość. Wyszliśmy na ulicę, zataczając się i nie mogąc ustać na własnych nogach. Tzn ja nie mogłem ustać na moich poglądach. On na swoich szedł prosto. Ma lepszą głowę , zdecydowanie.