Cieszy mnie…

…..że się budzę. Gdy uświadamiam sobie że jestem chociaż nikt i  nie deklarował, że tak będzie a ja posłusznie wierzę. Cieszy mnie ,że mogę czas zepsuć, zmarnować, wykorzystać i przy porannej kawie nic mnie do niczego nie przymusza. Do bycia dobrą, złą, nijaką a ja sama nie wiem jak będę siebie oceniała wieczorem.

Ada.

Jesteś potrzebna. Potrzebna nie jesteś. Jesteś potrzebna, potrzebna nie jesteś. Jesteś potrzebna, potrzebna nie jesteś. Czekam na odpowiedź aż w końcu zmęczona, zdegustowana, odchodzę . Pojawiają się gromkie brawa i okrzyki aplauzu. Siadam. Siadam na chodniku z nogami na ulicy. Nie boję się. Za mną ktoś gra na skrzypcach przy akompaniamencie lekko rozstrojonego pianina. Odwracam się do nich . Oni do mnie. – Ada?,              -   wiedziałaś że jesteś potrzebna ?.   Boogie –woogie , mam w głowie ale słyszę coś całkiem innego . Znam ale nie umiem powiedzieć tak byś Ty wiedziała. Chwila przerwy, przysiadasz się do mnie i obejmujesz. Jakie to niezwykle banalne spotkanie. Jakie niezwykłe a banalne. –tęskniłam… wiesz?. Wiem, odpowiedziała, dlatego jestem. – ludzie chcą bym robiła co ono chcą i była jaką oni chcę mnie widzieć-wiesz ?, wiedziałaś o tym ?…tak…ale nie martw się masz dość miejsc w których możesz usiąść i ten kto się przysiądzie nie zapyta, i mówić nie będzie… Ada… -dlaczego nie oczekujesz ode mnie, nie wymagasz, nie szukasz czegoś co Twoim zdaniem powinnam mieć? … pocałowała mnie w policzek a potem pocałowała moją dłoń i polizała. Śmiałyśmy się długo, długo, długo aż słońce zaświeciło nam w oczy ,które zamknęłyśmy i zasnęłyśmy wtulone w siebie.

Ekshibicjonizm w celach diagnostycznych.

 

  Mieszanka wielosmakowa, wczorajsza, już przeterminowana , zamieniła się dziś w mieszankę nastrojową. Zaczęłam bardzo spokojnie, kąpielą ze świecami, kadzidłami i otwartym oknem za którym piękny majowy deszcz i towarzystwo ptasie, troszkę zainteresowane, wszak wiem jak wyglądam, a troszkę zawstydzone, wszak widziałam jak one w tym deszczu wyglądały. Potem, msza radiowa w której trochę byłam, trochę nie byłam a następnie, nie wiedzieć dlaczego rano potrzeba pośpiewania i pieśni maryjne, wszak to maj i nawet całą litanię z jakimś ciekawie interpretującym chórem wyśpiewałam sobie a może nie tylko sobie. Oby. Południe przyniosło obiad. Smaków nie wspomnę wszak nadmierne obnażenie nie jest najtaktowniejszym. Z pełnym brzuchem jak gdyby balonem włączyłam Szukalskiego…jazzik i Jazz Jamboree  Miles Davis. To dopiero połowa dnia. Patrzę tak na siebie w lustrze z zaciekawieniem…hm…czy to już objawy kliniczne czy spokojnie mogę oczekiwać bardziej fascynującej diagnozy . Deszcz pada nadal i nadal jestem zdecydowanie ciekawszym obiektem wizualnym od ptaków na gałązce za oknem, otwartym wciąż.

Apokalipsa…

…stwierdził mały chłopczyk , któremu cukierek upadł z buzi na ziemie i piachem został oblepiony……  Zaciekawił mnie ów młody człowiek i sprowokował do zadania sobie pytania: -jak on i my wokół nazwiemy apokalipsę, gdy przyjdzie?

Nie uważałaś ?

Dziś ja pod wpływem „gotyckiego rocka”, jazzu nowoczesnego , ogórków w occie, czekolady z migdałami, kapusty kiszonej i słodkich batoników czekoladowych a jest przedpołudnie. Patrzą na mnie dziwnie. Ogrodnik  patrzy na mnie. Moja patrzy na ogrodnika i na mnie. Ja patrzę na moją , potem na ogrodnika . Ogrodnik taksuje mnie , moją, spojrzeniem badawczym i niedowierzającym. Razem wspólnie wybuchamy śmiechem ale pytanie pozostaje. Skąd te skrajne smaki w mojej diecie.  -  Nie uważałaś ?…zapytałam z wyrzutem ale i nadzieją.

Najważniejsze jest szczęście ?…

 

…o nie. Nie jest szczęście najważniejszym. Najważniejsza jest miłość . By kochać. By kochać bezwarunkowo się nauczyć i rozpalić to w sobie i dbać by nie zgasło. Najważniejszym jest kochać, nawet … bez wzajemności a może szczególnie wtedy….

Góreckim uwiedziona ?…

…niemożliwe, bym rzekła wczoraj i przed wczoraj bo muzyki tego pana organicznie nie trawię a dziś…wyjątkowy nastał dzień i maestro za pulpitem stanął a ja z panem ogrodnikiem w tańcu się zapomniałam na ogromnym zielonym parkiecie boso, muskana zagubionymi kroplami rosy po stopach. Nie lubię nadal muzyki pana Góreckiego ale gdy w swoje opracowanie bierze je maestro Maksymiuk, oddaję mu się z zamkniętymi oczyma. Cała . Pan ogrodnik nie mniej pięknie jak z roślinami  ze mną okazał się tworzyć pejzaże przepiękne.

Maestro Maksymiuk,

, na błękitnym niebie narysował pięciolinię i z sobie wyjątkowym namaszczeniem, wypełnił ją dźwiękami Paderewskiego w takim nadmiarze że zdało się iż płynę, karmię się i lecę niesiona niczym balonem nad cudownym światem. Cudownym stworzeniem.Gdyby nie te dźwięki, z wysokości nieba na kamienną drogę wiodącą do ciemnego lasu bym spadła a truchło moje głodni by roznieśli po żołądkach wielu. Boże, w takim towarzystwie ze Stwórcą i stworzeniem dzień otwierać , księgę ogromna a lekką , jestem wdzięczności Ci pełna nieopisanej jak zachwyt mój nad tym wszystkim nieskończony jest i niczym nie zatrzymywany. Maestro Maksymiuk …czy zrobił coś nowego…zda się ,że tylko raz kolejny odtworzył kroplami na pięciolinii pisane piękno ale nie, on zrobił coś jeszcze . Pozwolił krople na wargi wziąć, językiem oblizać i smakować , smakować, smakować jak moje.

A no warto.

-  A wy tak we dwie jak chłop z babo o jednej lodówce żyjecie?

-Tak, o jednej lodówce żyjemy. Odpowiedziałam.

-A która z was drzewo rąbie. ?

-Ja , odpowiedziała Ania.

-Ktoś musi umieć rąbać bo jak zimno to bez drew niedobrze.

-Nie dobrze

-Pijecie samogon? Jak zimno to i rozgrzeje.

-Jak kto poczęstuje a zrobić potrafi bo to czasem sie napiją. Czasem można niedobrego uwarzyć.

-U nas dobry robią jak robią. Najczęściej nie robio bo czasu nie Majo

-A czemu wy baby tak bez chłopa a ze sobo ?

-A bo nam się te chłopy przejadły i niestrawne są

-A to wiem jak to jest jak to się jest przejeść. Się też kiedyś przejadłem ale zupą jakąś. Dobra była a zepsuta jakaś i jadłem dużo bo i dobra ale ,że zepsuta to mnie żołądek rozbolał i aż moja mi kropli dawała. Tak, jak się człowiek przeje i niestrawności dostanie to potem zupy nie chce .

-Święte słowa pan powiedziałeś.

-Tak czasem mi się powie a że po świętemu to nawet nie wiedziałem ,że umiem.

-Umie Pan

-To ja powiem naszym ,że wy przejedzone chłopami jesteście i żeby dały wam spokój

-A to trzeba im mówić ?

-A powiedzieć nie zawadzi bo one to jak popiją to w nich taka tęsknota wzbiera ,że nie umiom z niom rady dać.

-A to może i warto powiedzieć.

-A no warto.